Tak mi się przypomniał jeszcze jeden punkt na czarną listę, na który trafiłam już jakiś czas temu i nie chcę mieć z nim więcej do czynienia i jest to szampon do włosów. Moje włosy są generalnie dosyć suche i "sianowate" bliżej końców, natomiast mają tendencje do przetłuszczania się u nasady. Nie jest to najmniej wymagający rodzaj włosów do pielęgnacji i w związku z tym ja cały czas poszukuję szamponu, który by te moje włosięta ogarnął w całości. Praktycznie za każdym razem kupuję inny szampon do przetestowania z tej racji, że nie trafiłam jeszcze na ten idealny ;) Kiedy zobaczyłam w telewizji reklamy szamponu, o którym dziś mowa pomyślałam, że będzie to wreszcie coś dla mnie - mega nawilżający i nabłyszczający.
Szampon do włosów "Moc i Blask" z różą z Jerycha/Timotei
Gdyby chodziło tylko o to, że produkt nie spełnił obietnic dawanych przez producenta to byłoby to jeszcze pół biedy. A tymczasem nie dość, że moje włosy nie wyglądały po nim lepiej i mniej "sianowato", to jeszcze po kilkukrotnym użyciu zauważyłam u siebie łupież... :/ Z tym nigdy nie miałam problemów i w tym czasie nie zmieniałam żadnych innych kosmetyków do pielęgnacji włosów, stąd moja pewność, że przyczyną jego powstania był właśnie ten szampon. Musiałam sięgnąć od razu po szampon przeciwłupieżowy - na szczęście po kilku myciach udało mi się go jakoś zwalczyć.W każdym razie więcej tego szamponu nie kupię na pewno i podejrzewam, że innych produktów z linii "Jericho Rose" także nie będę miała ochoty testować ;)
Druga rzecz kosmetyczna, która mi nie przypadła do gustu to
Poczwórne cienie do powiek Glamour Palette/Sensique
Kupiłam, bo były tanie, a spodobało mi się zestawienie kolorystyczne - i przyznam się szczerze, że był to zakup całkowicie pod wpływem impulsu ;) Nie miałam nigdy wcześniej z tymi cieniami do czynienia, nie zajrzałam też do internetu w poszukiwaniu opinii o nich i to był mój błąd. Są średnio napigmentowane i dosyć suche w swojej konsystencji, przez co osypują się na policzki przy aplikacji. Na moich powiekach trzymają się słabo, nawet przy uprzednim użyciu bazy pod cienie. I do tego mają strasznie dużo takich brokatowych drobinek, za czym ja osobiście nie przepadam, tak więc nie jest to produkt dla mnie.
To była kolejna porcja moich nietrafionych zakupów: pierwszy totalnie na NIE, drugi natomiast zupełnie nie jest dla mnie, ale nie wykluczam, że ktoś inny mógłby być z niego zadowolony ;) Pozytywnym aspektem takich sytuacji jest to, że nauczyłam się w końcu przed zakupami zasięgać opinii o produktach u znajomych lub internautów :) Więc chyba nie ma tego złego...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz