Nie jest tajemnicą to, co już od dawna powtarzają nam nasze mamy i babcie - przez żołądek do serca mężczyzny. Kiedyś jak byłam jeszcze mała, a nawet i trochę później śmiałam się z tego i wychodziłam z założenia, że jak facet kocha - zje wszystko czym go poczęstuję, nawet jeśli nie będzie to najwyższych lotów ;) Kiedy zaczęłam się spotykać z moim obecnym mężczyzną postanowiłam go zaprosić na obiad (randkę?), żeby go po prostu trochę lepiej poznać :) Nie chciałam przygotowywać niczego w ciemno, więc najpierw zrobiłam mały wywiad na temat tego co lubi jeść, co mu najbardziej smakuje i na podstawie zdobytych informacji postanowiłam zrobić spaghetti bolognese. Rzecz prosta, nie wymagająca za wiele wysiłku i czasu - w sam raz dla mnie.
Mój mężczyzna bardzo się ucieszył i z niecierpliwością czekał na obiad. Jakież było jego zdziwienie kiedy zobaczył to, co mu podałam! Na talerzu był makaron, ale taki jak do zupy z sosem bolońskim, ale ze słoiczka i drobno pokrojonym kotletem mielonym w roli mięsa ;) No co? Kiedy zabierałam się do przygotowywania tego "dania" okazało się, że nie mam makaronu spaghetti ani mięsa mielonego a nie chciało mi się biegać do sklepu, poza tym nie miałam już na to za bardzo czasu i postanowiłam wykorzystać zamienniki ;) Jedynym makaronem jaki miałam w kuchni był właśnie ten do zupy, a z kategorii mięso znalazły się w zamrażalniku tylko kotlety mielone przywiezione kiedyś od mamy ;) I w takich okolicznościach powstało właśnie to wspaniałe danie :p On co prawda zjadł, ale nie był szczególnie zachwycony i nie mógł wyjść z podziwu jak z tak pysznej rzeczy jaką jest spaghetti bolognese można zrobić coś takiego ;) Co prawda nie skasował wtedy mojego numeru telefonu i spotykaliśmy się dalej, ale musiałam obiecać, że już nigdy nie będę stwarzać w kuchni takich "wynalazków" ;) A i tak do tej pory zdarza mu się mi to felerne spaghetti wypominać...
Od tego czasu starałam się jakoś poprawić moje zdolności kulinarne, korzystając z przepisów z internetu, oglądając MasterChef, itd. i chyba jakoś to poszło, bo teraz z jego ust padają już tylko komplementy na temat przygotowywanych przeze mnie posiłków :) I tak czasami sobie myślę, że to dzięki temu nasz związek dalej trwa - bo który facet odmówił by sobie stałych dostaw dobrego jedzonka ;p
Dziś na czarną listę wędruje robienie dziwnego jedzenia i nieprzemyślane do końca kombinatorstwo w kuchni kiedy gotuję dla swojego mężczyzny ;)
P.S. Moje spaghetti chyba zostało przebite przez to, które zrobiła dla mojego brata jego dziewczyna: makaron do zupy + sos z torebki + parówki zamiast mięcha ;)