poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Weekend

Weekend był i sobie poszedł, ale do następnego na szczęście jeden dzień mniej niż zwykle :) Znów miałam okazję trochę podróżować i znów wydało się, że niezbyt często korzystam ze środka lokomocji jakim jest pociąg :) I stąd moje nieogarnięcie w tym temacie, kolejna wskazówka na przyszłość i kolejny punkt na liście:

W weekend i dni ustawowo wolne od pracy nie kupować normalnego biletu jadąc Kolejami Mazowieckimi!

Może i brzmi to śmiesznie, ale gdybym wiedziała o tym wcześniej zaoszczędziłabym kilka złotych na tej podróży ;) Bilet na przejazd zakupiłam w biletomacie (kasy były zamknięte niestety) stąd też nie miałam kogo zapytać czym jest bilet wycieczkowy i kiedy można z niego skorzystać. Po nazwie skojarzyło mi się raczej z jakimś biletem dla grup zorganizowanych jadących gdzieś tam pozwiedzać, czy coś w tym stylu... Okazuje się jednak, że to jest bilet, który obowiązuje po prostu na przejazdy weekendowo-świąteczne na trasie o długości max. 200km. I kosztuje zdecydowanie mniej, niż zwykły... No nic, za niewiedzę się płaci - przy następnej okazji będę już mądrzejsza ;)

I tak przy okazji opowieści "o przygodach z koleją" - ZAWSZE trzeba trzy razy sprawdzić, czy wybrane połączenie kolejowe nie ma po drodze jakiejś przesiadki! Tak, zdarzyło mi się tego nie zrobić, przegapić przesiadkę, wysiąść gdzieś na jakiejś ministacji w lesie (kiedy się zorientowałam, że to chyba już nie jedzie we właściwym kierunku) i zamiast kulturalnie pociągiem to stopem dojeżdżać do mojego celu podróży ;)

Długi weekend majowy oznacza dla mnie kolejny wyjazd - bardzo sympatyczny skądinąd - i mam nadzieję, że tym razem moje podróżowanie obędzie się bez żadnych niespodzianek ;)

czwartek, 23 kwietnia 2015

Start :)

Założyłam tego bloga, żeby zapisywać sobie gdzieś rzeczy, z którymi się nie polubiłam i do których nie chcę wracać - kupować ponownie, oglądać, słuchać itd. Może się to wydać nieco dziwne, ale moja pamięć pod tym względem bardzo często mnie zawodzi i niejednokrotnie "udało" mi się drugi raz kupić coś, co już kiedyś raz w moim przypadku się nie sprawdziło ;) Stąd też taki pomysł i mam nadzieje, że to w dużym stopniu uchroni mnie przed tego typu wpadkami w przyszłości :) A jeśli przy okazji oprócz mnie uchroni też kogoś innego to satysfakcja będzie podwójna :))

Jakże zaszczytną, pierwszą pozycję na tej liście zajmuje:

Szampon do włosów dodający objętości Bio-Papaja & Bio-Bambus/Alterra

Dlaczego? Po umyciu tym szamponem z moich włosów zrobiło się sianko... Takie suche, puszące się sianko... Coś strasznego :( Moje włosy nie są jakieś cienkie czy rzadkie i nie potrzebują specjalnego dodawania objętości, ale ten szampon tak ładnie pachnie, że skusiłam się na jego przetestowanie ;) i jak się okazało nie był to najlepszy pomysł, gdyż do moich włosów nie nadaje się najwidoczniej zupełnie... I to w zasadzie tyle w tym temacie ;)

I druga rzecz, której nie chcę używać nigdy więcej:

Podkład kryjący Skin Balance/Pierre Rene

Po nałożeniu jednej warstwy moja twarz wygląda jakbym nałożyła na nią przynajmniej kilo tapety, podkreśla wszystkie suche skórki, które normalnie nie są widoczne, widać wszystkie pory, najdrobniejsze włoski... Ale żeby nie było - dałam mu szansę: używałam go przez jakieś trzy tygodnie w nadziei, że może po jakimś czasie jego formuła się ze sobą "zgryzie" i zacznie działać normalnie, ale niestety... Odstawiam gdzieś głęboko do szafy i nie będę więcej tykać, tym bardziej, że tym razem trafiłam na podkład, który zdecydowanie bardziej mi pasuje ;) W kwestii uzupełnienia - moja cera jest dosyć tłusta i nie wiem jak ten podkład sprawdzałby się u osoby z innym typem cery, więc nie skreślam go jako taki totalny bubel, ale u mnie po prostu całkowicie nie działający.

I to póki co tyle z mojej strony :) Na pierwszy rzut trafiły nieudane zakupy kosmetyczne, ale podejrzewam, że z czasem będą się tu też pojawiać wpisy z zupełnie innych dziedzin. Za oknem jeszcze trochę słońca i ciepełka, więc pora się ruszyć sprzed komputera ;)

Do następnego :)