niedziela, 24 maja 2015

Kosmetyki od "Chińczyka"

Dzisiaj będzie coś ku przestrodze ;) Od czasu do czasu lubię odwiedzać i szperać w tak zwanych chińskich sklepach - na ogół znajdziemy tam całą masę tandetnych rzeczy, ale zdarzają się też perełki. Kiedyś kupiłam tam za złotówkę taki gadżet, który z jednej strony ma wejście USB (można go podłączyć do komputera) a z drugiej miejsce na włożenie karty pamięci mini SD, co umożliwia transfer danych między kartą a komputerem - proste, ale przynajmniej w moim przypadku bardzo przydatne. Stwierdziłam, że złotówkę jestem w stanie poświęcić nawet jeśli to ma mi się po tygodniu zepsuć, ale służy mi już chyba ponad rok i wszystko jest w porządku.

Ale nie o tym miało być ;) Innym razem u tego samego Chińczyka za całe 2 złote nabyłam lakier do paznokci w kolorze pięknej, głębokiej czerwieni. Kolor bardzo klasyczny, idealny do wszystkiego, a ja wówczas takiego właśnie poszukiwałam i dlatego się skusiłam (tym bardziej, że za dwa złote!). Wróciłam do domu i od razu zabrałam się do malowania paznokci - przecież nowy lakier od razu trzeba przetestować ;) Nie mam jakoś specjalnych zdolności do tego, więc jeden paznokieć nie udał mi się do tego stopnia, że dosłownie po paru minutach musiałam go zmyć. I jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że w tak krótkim czasie ów lakier zdążył mi zabarwić płytkę paznokcia na paskudny żółty kolor! Coś okropnego, moje dłonie wyglądały co najmniej jak u starego palacza (a ja nie palę...). Paskudztwo! Musiałam czekać, aż paznokcie odrosną, żeby się tego koloru pozbyć; za każdym razem obcinałam je całkiem króciutko, żeby jak najmniej było to widoczne. Dopiero po jakimś czasie przyszło mi do głowy, że nie powinnam tego lakieru nakładać na czysty paznokieć, ale na jakąś bezbarwną bazę - sama sobie jestem częściowo winna ;)

Ten piękny czerwony lakier mam do tej pory, ale nigdy więcej nie odważyłam się pomalować nim swoich paznokci nawet tylko po to, żeby sprawdzić czy taki sam efekt byłby po nałożeniu go na lakier bazowy. Na tych samych zakupach wpadł mi w oko również lakier do paznokci, ale w kolorze łososiowym, również za 2 złote, ale w innym opakowaniu (może inna firma, inny skład) i z nim takich problemów nie ma. Nauczka jednak pozostaje - nigdy więcej nie ładować nowego i niesprawdzonego lakieru na "goły" paznokieć!

Być może to co napisałam dla większości jest oczywiste, ale wiadomo - powtórzyć i przypomnieć nie zaszkodzi ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz